..
Igły i liście...

58 | 47764
 
 
2009-05-19
Odsłon: 1329
 

Ekstemalna trójka - każdy z innej planety...

Mirek: Wódka: ponad 40-stka, do tego:
-    Własne drogi: Podzamcze: Pierwszy Krok Ku Doskonałości VI.7+/8., Podarunek VI.7., Podlesice: Alchemik, Propozycja wyceny: VI.6+/7
-    Powtórzenia: Tyranozaurus Rex VI.7. w Podlesicach;

Rafał: Pietrasiak: powtórzenia, między innymi:
-    Młynarczyk:  Kastrator IX-,
-    Mnich: Manifest młodości IX-

A do tego ja – listę mam nawet nie tyle krótką, co „jakby nieco inną”. To inna skala trudności jakby...



        Udało się nam stworzyć nawet ekstremalną trójkę. Malowaliśmy szyb kopalni w Rudzie Śląskiej. Z góry widziałem dookoła, wszędzie – kominy hut i fabryk, szyby kopalń, kominy hut i fabryk (...).
       Ja mieszkam sobie prawie w lesie, mam palenisko i ogródek za domem. W pierwsze skałki mam z pięć kilometrów. W drugie, trzecie, czwarte (...) skałki – tych kilometrów kilkanaście. Nic więc dziwnego, że gdy patrzyłem wtedy z góry na tamtą panoramę – zastawiałem się i dziwiłem, jak to możliwe, że tu ludzie żyją?! I to aż tylu!
No a raz przyszło nam stworzyć tam „ekstremalną trójkę”. Tylko raz.
       Co przyczyniło się do tego, że tylko raz?  Po całym dniu harówki – po walce w trójkę na konstrukcjach, po przepinkach, zjazdach, babraniu się w farbach czy lakierach – człowiek, który nas zatrudnił – nie zapłacił nam nic... Nie że ktoś z nas miał pretensje do kogokolwiek innego za cokolwiek. A tym bardziej nawet, gdy później dowiedzieliśmy się, że ów „pracodawca” podobnie postąpił przed nami już z kilkoma innymi ekipami. Pod koniec dniówki – wpatrywał się przez lornetkę w efekty naszej pracy – i znajdował (to znaczy wymyślał sobie) jakieś niedociągnięcia, pomyłki, błędy, niedoróbki – które jego zdaniem dyskwalifikowały jako zespół mogący kontynuować tą pracę.
        W każdym razie – jak się dowiedzieliśmy później – byliśmy już którąś z kolei ekipą, którą w ten sposób odprawił ów „biznesman”. W ten sposób miał wyczyszczony i pomalowany ten szyb – i kieszeń wypchaną dokładnie taką samą ilością pieniędzy, co na początku... Nie zapłacił ani grosza – a szyb stał już wyczyszczony i pomalowany...
Nie pamiętam już dlaczego, ale tak jakoś wyszło, że to była nasza jedyna wspólna dniówka w życiu.

      No a ja - jeszcze nie tak dawno – nie byłem w stanie zrobić przysiadu. W ogóle. Po jakimś czasie... już robiłem. Zacząłem chodzić, potem pierwszy raz w życiu biegać, jeździć na rowerze. Wspinać oczywiście też się zacząłem. Bo to już jest uzależnienie, z którym nawet nie próbuję walczyć... (Po wypadku na Młynarczyku – 90-metrowym locie – wspinałem się jeszcze w gorsecie...)
       Teraz w skałkach, nawet tych, które znam od lat prawie na pamięć – odkrywam miejsca, w których nie byłem nigdy! Po prostu zawsze przechodziło się koło jakiś rzęchów, gdzie zwykle gadaliśmy tylko: eee, tam się nie mamy po czym wspinać – nie zwracając na te rejony uwagi. To znaczy nie ma po czym, co nie było. Kiedyś. Dopiero teraz, jakby w „trzecim życiu” -  odkryłem kilka takich „nowości”.
       No bo teraz – dziwnie mi o tym pisać – bo to znaczy jakbym się chwalił. Ale muszę - to rodzaj terapii, to „mnie jakoś leczy”...
       Wprawdzie mam jeszcze cztery śruby w kościach przedramienia, ale, jako uzależniony, odważyłem poprowadzić pierwszą drogę w trzecim życiu”.
 I to od razu dwie drogi.
       Słyszałem niedawno od 94-letniego Dziędzielewicza: No wspinam się jeszcze, ale po takim łatwym. No, chodzę jeszcze, chodzę. Ale na takie łatwe -  na takie trójki, czasem czwórki. Teraz stał mi się jeszcze bliższy jakoś. Nie tyle wiekowo, co wspinaczkowo jak gdyby...]

No a ja –
listę mam nawet nie tyle krótką, co „jakby nieco inną”. To inna skala trudności jakby...
Więc tak:
       Poprowadziłem dwie drogi na Słonecznych Skałach. Dokładka i Krok przestępny. Jak mawia mój kolega Maciej Ce – sieknąłem je sajtem. Drogi te nie mają charakteru ciągowego. Na obydwóch zdarzają się bowiem kilkukrotnie miejsca pozwalające uzyskać charakterystyczny enhaer... J Nie dawałem na nich ani razu po krzyżu do oblaka, ani nie wyjeżdżałem ze śliskiej krawądki, i te pe. Trudności obu z nich opiewają na IV-. Czyli osiągają stopień bardzo trudno. Bardzo trudno minus nawet.
       Pierwszy i największy plus tych czwórek minus – jest taki, że... w ogóle mogę je robić i w ogóle, nie tylko je.. Nie ma o czym pisać, ale... jakby też jest o czym...
To i bardzo trudne, i bardzo pomocne, dobre dla mnie teraz...

      
       W każdym razie na koniec – bo oczywiście od tego zacząłem (ale jak zwykle oddaliłem się od tematu) – stworzyliśmy raz „dziwną trójkę”: Mirek Wódka – Rafał Pietrasiak – i ja...

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
Piotr Michalski 2009-05-25 10:47:31
Aniu! Oj, widzisz - przepraszam Cię! Przeczytałem sobie drugi raz to, co "ze mnie wtedy wyleciało" - i... jednak po wypadku to jeszcze nie jest to samo, co przed. Sam napisałem w tekście np., że po wypadku nie mogłem zrobić przysiadu, że... a, no i takie tam... A jak Ty napisałaś, że widzisz, że forma wraca - to ja na to "a skąd Ty wiesz o moim wypadku?" A sam o nim napisałem - ech... Napisz mi tylko skąd, jeśli wiesz o nim skądinąd, niż ode mnie... A tak w ogóle - jest w życiu kilka przyjemniejszych tematów, o których możesz napisać... :-) Pozdrawiam Cię ciepło!
Piotr Michalski 2009-05-20 15:59:00
Ahoj, "Aniu nowa"! Skąd Ty wiesz o moim wypadku? No forma - powoli, bo powoli, ale [zawsze byłem cierpliwy...] - wraca... Pamiętam, jak to było przed wypadkiem, ale też pamiętam, jak to było zaraz po nim... To znaczy z tego zaraz po nim - prawie nic... A między innymi mam teraz ćwiczyć pamięć... Napisz koniecznie, skąd wiesz o moim wypadku! [To ja miałem jakiś wypadek?! :-) ]
ania_nowa 2009-05-20 10:40:33
Podczytuję czasem Twój pamiętnik i widzę że forma i zdróweczko wraca - :) To bardzo krzepiący blog, jest sporo osób które boryka się z podobnymi trudnościami.


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd