..
Igły i liście...

60 | 69624
 
 
2009-05-09
Odsłon: 915
 

Halny w Tatrach.

    Wiatr w górach częściej przeszkadza, niż pomaga. Czasem sprawia on nawet, że albo gubimy się na jakiejś grani, albo gubimy dokumenty, albo też, czasami, zdarza się jeszcze coś innego...


1.
       Pojechaliśmy raz w Tatry z okazji 11-go listopada. Nie, żeby świętować. Ale był dzień wolny i dało się, w połączeniu z weekendem, „wyrwać” kilka dni. A listopad był wtedy jak nigdy – całkowity brak śniegu, wielki błękit i plus kilkanaście stopni. Wcześniej wymyśliłem „wycieczkę turystyczno – krajoznawczą” Dolina Jaworowa – Dolina Białej Wody. W miejsca takie jak to ciągnęło nas zawsze. Nad Morskie Oko, na Krupówki, „czy inne plaże” – nigdy.

      Udało się nam wtedy wejść do Dol. Zielonej Jaworowej – na Zieloną Przełęcz – i srrruuu w dół – do Rówienek, a potem do Białej Wody i na Łysą Polanę. Ale ale...
       W Zielonej Jaworowej – słyszeliśmy już, że tam, za granią – aż huczy. Po tej stronie trwał względny spokój. Podchodziliśmy więc z plecakami we względnym spokoju. Byliśmy podmęczeni. Było nam ciepło. Bardzo ciepło nawet. Szliśmy więc – jak rzadko kiedy w listopadzie w Tatrach – w samych bluzach. No a na Zielonej Przełęczy dopadło nas to szaleństwo! Od zachodu halny huczał aż tak mocno, że musieliśmy łazić na czworakach! No więc za chwilę zrobiło się nam zimno.

       No a  że zimno – zacząłem wydobywać z plecaka kurtkę. Nie pamiętam dokładnie, kiedy i jak, ale w pewnym momencie usłyszałem - frrruuuu! I już wiedziałem, że to... poleciał  paszport. W kosmos...
       No to fajnie – jesteśmy tu i teraz, trzeba będzie wrócić. A to przecież tzw. „zagranica”! O jakimś tam Schengen nawet jeszcze wtedy nikt nie wiedział. a Łysa Polana i przejście graniczne – tam na mnie czekają! A ja nie mam paszportu! Schodziło mi się do Rówienek „nijak”. Nie pamiętam, czy ta dolina była ładna, czy brzydka. Tak samo Biała Woda – nasza „najpiękniejsza dolina na świecie”. Było mi wszystko jedno.
       Wreszcie osiągnęliśmy przejście graniczne. Siedzieliśmy sobie z plecakami po słowackiej stronie, przepakowując rzeczy. Podszedł do nas strażnik graniczny. W mundurze i z pieskiem. Miałem pod ręką, plecaku, pod ręką między innymi kiełbasę. A że piesek wydał mi się miły – pomyślałem sobie, że mu ją dam. O dziwo – kiedy wyjąłem ją, wziąłem do ręki i chciałem dać pieskowi – ten nie wykazał najmniejszego nawet zainteresowania! Zupełnie zignorował moją dłoń z kiełbasą! Od strażnika usłyszałem:
   
-    Nechaj to – on ne je klobasi. [Zostaw to– a dalej już nie muszę tłumaczyć...]
Widać było, że i strażnik, i jego pies – szukają narkotyków, itp. Hmm....

       Potem kazali nam przejść do „odpowiedniego pokoju”. I rozmowa z „odpowiednimi służbami”. Tutaj na szczęście strażnicy „pokazali ludzką twarz”. I przepuścili mnie do macierzy. Każąc wypełnić wcześniej kilogramy „ważnych formularzy”. Dokumentów, sprawozdań, itd., itp. Podawaliśmy między innymi po kilka razy „nazwisko panieńskie matki”, itd., itp.


2.
       Kilka lat później wpadło Wojtkowi i mnie do łbów, żeby wybrać się oczywiście do „naszej” Białej Wody i spróbować „zaprzyjaźnić się” z Szewską pasją na Młynarczyku. Czyli wcześniej drogą Pankiewicz – Wolf. Wcześniej VIA3, teraz, po osadzeniu spitów i przejściu klasycznym przez Piotrów - Korczaka i Sztabę trudności oceniano na VII, czy VII+.
    [Ale ja oczywiście znowu nie o tym chciałem...]
   
       Wtedy - jeszcze na podejściu – widzieliśmy, że wiatr aż huczy. Nosiło nami trochę. Ale niebo ogólnie w miarę czyste. Zdecydowaliśmy więc mimo wszystko ruszyć. W ścianie było jeszcze fajniej. Linę wyrywało mi ze stanowiska i co chwila zaczepiała się o wszystko, co tylko wystawało – załomy ściany, o kosówki, smreczki – o cokolwiek.
Stałem po przejściu najtrudniejszego wyciągu drogi. Pewnie ze strachu, z narastającego strachu i niepewności – do tego wszystkiego jeszcze zachciało mi się sikać. A miejsca na stanowisku mało. A strasznie wieje. A ja już nie mogę! Ale Wojtek stoi wprost pode mną!

-    Wojtek! Możesz się gdzieś tam jakoś schować? Bo tak mi się chce sikać, że nie mogę wytrzymać i po prostu już muszę!!! – Wrzasnąłem mu.

       Na szczęście miał gdzie się jakoś schować. Ale... Zaraz okazało się, że nie musi wcale! Po prostu – gdy zacząłem, mocz leciał... nie jak zawsze, ale prosto w górę!!! Albo ukośnie, nie pamiętam... W każdym razie nie miałem szans go zmoczyć. Przynajmniej tyle. Obsikałem, po raz pierwszy i ostatni [jak na razie?] raz w życiu fragment ściany nad sobą. I to tak na kilka metrów. Albo kilkanaście, nie pamiętam... [Teraz tak sobie myślę - jak by na przykład zrobiła to, jak by wtedy było jakiejś dziewczynie, gdyby musiała???]

       A w nas obu kiełkowała w nas powoli myśl, że chyba jednak... to nie dziś jest TEN DZIEŃ... Stanowczo nie ten. W każdym razie, gdy Wojtek doszedł do mnie, bez żadnych wahań zdecydowaliśmy wracać. Ale ale...
       Najpierw trzeba sklarować linę do zjazdu. A ta „wywija takie pląsy”, że zaraz się o coś zahaczy! Zjeżdżałem wtedy jako pierwszy. Mój  zjazd (na szczęście wtedy tylko jeden) wyglądał tak: nie rzucałem liny do zjazdu – bo ona zaczepiłaby się o jakiś wystąp... nad nami, albo obok. Na pewno nie poleciałaby zwyczajnie w dół! Zjeżdżałem mając linę upchniętą w plecaku i stopniowo ją sobie podając. Wojtkowi było już ciut łatwiej – bo lina na dole nie uciekłaby – przypiąłem ją do swojego stanowiska...
        Baliśmy się tylko, co się z niż może stać, kiedy ściągając ją, przeciągniemy przez stanowisko. Że ona poleeeciii w cholerę i się o coś zaczepi!!! Na szczęście tak się nie stało. I za jakiś czas – przekraczaliśmy w bród Białą Wodę, stając cało i zdrowo na Polanie pod Wysoką.

       Niestety, nie udało nam się oczywiście przejść wtedy tej pięknej drogi. Na szczęście – wróciliśmy cało i zdrowo „do świata żywych”. Na szczęście to pamiętam i dość dużo się dzięki temu nauczyłem...


       Na koniec- bo to jest już dla mnie pewne – wichury w Tatrach rzadko pomagają. Bardzo bardzo rzadko. Jeśli w ogóle...
       Wiem też od dawna, że po halnym zwykle przychodzi załamanie pogody i opady. My zdążyliśmy...

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd