..
Igły i liście...

57 | 45900
 
 
2018-02-09
Odsłon: 207
 

"Klasyka całoroczna"

     Od kiedy powstał, zawsze wydawał mi się jakoś zły, niewłaściwy - termin klasyka zimowa. Jeszcze od kursu tatrzańskiego albo wcześniej – tak spontanicznie, miałem w głowie zakodowane, że albo wspinamy się gdzieś klasycznie - tzn. używając do poruszania się do góry tylko rąk i nóg, zaś sprzętu używając w tym celu tylko i wyłącznie bierny, to jest do asekuracji – albo też, aby zyskiwać wysokość wykorzystujemy sprzęt w sposób czynny, czyli stosujemy sztuczne ułatwienia, różnego rodzaju. Ale to już, jak ostatnimi laty się okazuje, nie jest takie proste i nie takie jednoznaczne. Po „ataku terminu” klasyka zimowa – który, moim zdaniem, niepotrzebnie „skomplikował sprawę”. I ja o tym właśnie.


1. Najbardziej naturalny, spontaniczny, odruchowy styl we wspinaczce – jest taki, jaki zawsze wykazują, poruszając się do góry dzieci - kiedy jest już zbyt stromo i gdy, żeby znaleźć się wyżej, trzeba także używać rąk. Styl klasyczny. Wtedy – do poruszania się w górę mogą służyć wyłącznie ręce i nogi. [No, może też i czasem głowa – ale to już „inna skala”, której porównać, „w której mierzyć” się już nie da...] Tak też - w takim rozumieniu słowa „klasycznie" - wspinano się w tejże wspinaczki początkach. Później wymyślono też sprzęt. Narzędzia, dzięki którym to wspinanie się jest bezpieczniejsze. Ale wtedy pojęcie wspinaczki klasycznej nie zmieniło się. Sprzęt mógł i może być użyty tylko w sposób bierny, to jest do asekuracji. Jednak wtedy nie było to żadnym wymogiem, nakazem, odgórną zasadą – najpierw działo się to samo, spontanicznie.

2. Drugi styl, wymyślony stosunkowo niedawno [niedawno – biorąc pod uwagę historię wspinaczki, ogólnie] – to wspinaczka techniką hakową. Kiedy liny i sprzętu można używać w sposób czynny - czyli wisieć na linie, obciążać ją w sposób czynny, wchodzić do góry, „zdobywać wysokość”, dzięki ławeczkom, korzystać w sposób czynny z istniejących/zakładanych punktów asekuracyjnych, a także kontrfifek, itd. Stosować „sztuczne ułatwienia”, różnego rodzaju. Priorytetem stało się przejście ściany, wspięcie się danym fragmentem, partią terenu; sposób przejścia - zszedł na drugi plan.

3. I jest też trzeci sposób, trzeci styl – będący jak gdyby „dzieckiem dwóch poprzednich” – czyli WSPINACZKA, TECHNIKA MIKSTOWA, STYL MIKSTOWY. Który łączy, wykorzystuje elementy obu poprzednich. Część sprzętu może być wykorzystana w sposób tylko bierny, tj. do asekuracji – ale też, już także tylko części, można używać w sposób czynny. Do poruszania się w górę, do zdobywania wysokości, wykorzystywać można już nie tylko same ręce i nogi. Ale też mamy wtedy dla kończyn „wspomaganie”, czyli specjalne „narzędzia”, czyli także pewnego rodzaju sztuczne ułatwienia – raki i czekany.
     I taki właśnie był (i dalej taki jest) mój pierwszy, najbardziej naturalny podział wspinaczki, rozróżnienie na podstawowe dla niej techniki. Więc też                    i rozumienie tego, czym musi być wspinaczka techniką mikstową, tego, co to znaczy wspinanie mikstowe.

     Kiedy zaś pojawił się termin „klasyka zimowa” – spontanicznie, po pierwsze – został przeze mnie rozszyfrowany jako po prostu przejście klasyczne, tyle, że dokonane w zimie (wiedziałem też, ze w takim właśnie stylu kilku świetnych, niezwykle szybkich przejść na Kazalnicy Mięguszowieckiej, dokonał też nasz wspaniały zespół Janusz Gołąb - Jacek Fluder – Stanisław Piecuch). Klasyka – to klasyka, wiadomo. Hakówka – też wiadomo, to po prostu hakówka. Z kolei technika mikstowa – [przynajmniej jak dla mnie było to takie spontaniczne odczucie] to styl, który jest „mieszanką” dwóch poprzednich. Zawierający, wykorzystujący niektóre elementy i wspinaczki klasycznej, i tej techniką sztucznych ułatwień. Styl „mieszany” - czyli mikstowy. Tak jak teren mikstowy – oznacza taki, gdzie jednocześnie występują trudności różnego rodzaju – i skalne, i lodowe, i „trawkowe” na przykład. Technika mikstowa – ze wspinaczki stylem klasycznym wzięła ten wymóg, że liny można używać tylko i wyłącznie w sposób bierny, czyli do asekuracji. Z kolei ze wspinaczki w stylu hakowym to, że przy poruszaniu się do góry dopuszczalne jest wykorzystywanie i wykorzystuje się w sposób czynny również sprzęt wspinaczkowy. W rękach mamy wtedy (i wykorzystujemy w sposób czynny, żeby wychodzić wyżej) dziabki, a na nogach raki.
     Taki podział wydał mi się od razu najzwyklejszy, najnormalniejszy i najbardziej czytelny! I wtedy od razy czytelne stały się wyceny trudności, przejrzysta skala – kiedy cyferkę [dalej wg numeracji arabskiej] poprzedza litera „M”. No bo z kolei w przypadku tego, co od jakiegoś czasu zostało ochrzczone jako „styl zimowo-klasyczny” – już sama nazwa może mylić. Ale mylić może też zaproponowana wtedy jeszcze zmiana użytego sposobu numerowania – nie jest to wtedy już wcale tak ewidentne! To, że kiedy na przykład w opisie drogi znaleźlibyśmy nie np. „VI”, a „6” – to wtedy by miałoby to znaczyć już coś zupełnie innego, dwa całkowicie inne style przejścia danej drogi! Spójrzmy na przykład płynących stąd nieporozumień. Już po słowackiej stronie Tatr [a więc blisko Morskiego Oka”...] – w opisie dróg letnich, od lat stosuje się pisownię wykorzystującą numerację arabską. Kiedy więc chcielibyśmy stosować niestety skalę nazwaną [niestety - jak dla mnie] „zimowo – klasyczną” w ocenie trudności drogi – to przy czytaniu wiadomości o wytyczeniu danej drogi – musielibyśmy za każdym razem patrzyć przede wszystkim też i na to, kto           i kiedy ją wytyczył. Bo mogłoby to znaczyć coś innego w jednym, a coś zupełnie innego w drugim przypadku. Raz tak, a raz inaczej. Raz mamy VI – ale to np. Droga Studnički na Galerii Gankowej, z 1960-go r., z kolei na przykład na Galerii Osterwy znajdziemy, pierwszą od lewej, drogę Pavlín – Kráčalík, z 1960 roku, o pierwotnej wycenie VA0, ale od pewnego czasu podane jest też: RP: 5+/6. Natomiast gdzie indziej, ale też po polskiej stronie Tatr - na przykład w opisie drogi Orzeł z Epiru na Kotle Kazalnicy Mięguszowieckiej - stoi cyferka „6+”. Czy to oznacza tyle tylko, że ta polska jest po prostu trochę trudniejsza od tej słowackiej??? Chyba 100% zagranicznych, jakieś 99% słowackich, a do tego też duża część polskich wspinaczy, nie wiedzących, co oznacza różnica między „VI”, a „6”, że pisownia jest tu rzeczą kluczową, a wspinających się drogą o wycenie podanej w taki sposób – hmm, nie tylko użyłoby brzydkiego wyrazu, [albo wielu brzydkich wyrazów i epitetów pod adresem autorów drogi] ale także mogłoby „przeżyć chwile grozy”, czy nawet na przykład mieć przez to groźny wypadek...
    Płyną stąd także proste zasady, co do samych symboli używanych przy opisie dróg wspinaczkowych. I jakże czytelne stają się wtedy wyceny trudności technicznych poszczególnych dróg, wyciągów, czy odcinków. Kiedy wycenę poprzedza tylko jedna literka - „M” - to staje się lepiej widoczne i od razu jasne, o jaką technikę tu chodzi, jakiego rodzaju są to trudności. I w ten sposób zrozumiałe staje się to nie tylko dla wspinaczy polskich. A nie tak, jak to jest w wycenach trudności wg skali tzw. „klasyki zimowej” [zamiast jak to jest - chciałbym pisać: jak to było] - w której zmienia się sam tylko sposób numerowania przy wycenie trudności dróg, z tej rzymskiej na arabską. Bo to może być mylące i „trudne do pojęcia”, na pewno zupełnie utrudniające sprawę i niepotrzebne. Np. wspinacze zagraniczni - którzy czytając opis drogi, niego samego mieliby się domyślić, że np. 6 w opisie tej – znaczy coś zupełnie innego, niż VI przy innej drodze! Że jedna i druga cyferka – oznacza całkiem inny styl wspinania! A wyjaśniałaby sprawę, jak mi się wydaje, tylko jedna literka – np. w tym przypadku M6.
    I ten sposób wydał mi się od razu jak najnormalniejszy, najlepszy, najbardziej naturalny, narzucił mi się spontanicznie. Wycenę trudności zimowych przebytych z wykorzystaniem techniki mikstowej – podaje się i na Słowacji, i chyba na całym świecie. Dopisując tylko literkę M przed cyferką (arabską) oznaczającą stopień trudności. To proste, wręcz oczywiste i do tego stosowane jest powszechnie w środowisku wspinaczkowym na całym świecie! Zatem – wracając do wyceny dróg wspinaczkowych przebytych zimą - jeśli tylko mamy jeszcze wybór - piszmy już tylko np.: M7, czy M9! Zamiast samego „7”, czy „9”. To wydaje mi się takie proste i takie oczywiste! I przejrzyste, i czytelne.
   
    W każdym razie, co do tego, od czego zacząłem – my od dawna i za każdym razem – jedziemy w Tatry zimą - wspinamy się też mikstowo. Nie tylko tak, ale tak też. Jeśli zimą, ale nie hakowo i nie klasycznie – to mikstowo. Może naiwnie i niepotrzebnie, ale na koniec zaapeluję: nie stwarzajmy sobie „dodatkowych sztucznych utrudnień”! Zimą - wspinajmy się w Tatrach mikstowo! Nie tylko oczywiście, ale także - kiedy chcemy i jeśli można - stosujmy technikę mikstową! Bo już tych utrudnień, które spotykają nas nie w górach, a na co dzień, w życiu – jest wystarczająco dużo. O wiele za dużo nawet...

 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd