..
Igły i liście...

60 | 69602
 
 
2009-01-12
Odsłon: 746
 

List napisany w chatce ulepionej z kamieni i błota???!!!!!!

        To jakieś cztery tysiące kilometrów od nas. Do punktu, gdzie można dojechać samochodem (i to mało którym) – jest stamtąd trzydzieści kilometrów. Do miejsca, gdzie są pierwsze domy, w których mieszka się cały rok - sześćdziesiąt kilometrów. Do miejsca, do którego dotarła elektryczność – mamy tych kilometrów około dwieście. A może sto pięćdziesiąt. Nie piszę nawet, ile jest do miejsca, w którym istnieje dostęp do internetu... Nie ma to żadnego znaczenia. Na pewno.
I z takiego miejsca dostaliśmy list. To jest najważniejsze.

       Krótki, ale jakże ważny tekst – napisał do nas stamtąd czaban [pasterz (po kirgisku)] z Doliny Kara-Su w Pamiro – Ałaju]. To jest – jak na tamte warunki i realia – ktoś wyjątkowy. Po pierwsze, zna rosyjski (a to nie jest tam wcale takie częste). Po drugie, był nawet „prawie w Polsce”. Bowiem gdy służył w Armii Czerwonej (oczywiście jeszcze w ZSRR, którego częścią był wtedy Kirgistan) w ciągu dwuletniej służby odwiedził m. in. Litwę i Łotwę – to nawet pamiętam!      
        Ludzie w górach żyją od pokoleń tak samo. Każdy tu wie, kim byli i czym zajmowali się jego przodkowie, conajmniej do pięciu pokoleń wstecz! I to też pamiętam. Ten czaban mieszka tu z rodziną od wiosny do jesieni, zbierając najpierw stado owiec i iszaków [osłów (kirg.)] i wypasając je w zielonej dolinie Kara-Su. (Niżej są „suche pustkowia”, tereny zielone, zaczynają się daleko w dolinach, stamtąd jest około 60 kilometrów „do cywilizacji”. Czaban pamięta, że do jego rodziny „należy” należy od siedmiu pokoleń.
          Po wydarzeniach sprzed kilku lat (ciut więcej o tym można przeczytać w moim opowiadaniu „Nauka kucania”, które ukazało się w Górach, w numerze z maja 2005-go roku) muszą oni CO ROKU, wiosną, pędząc z Worucha (ta ostatnia wioska), uzyskiwać „przepustkę” od wojskowych (najczęściej chłopaków tak około dwudziestoletnich), która „pozwala im na wstęp do doliny”...
”Nasz” czaban napisał nam dwie rzeczy, które – zwłaszcza wiedząc o tym, o czym napisałem powyżej – sprawiły, że na naszych twarzach, oprócz oczywistej radości, zagościł też śmiech.
Pierwsza – to: мы живём как раньше [tym, którym trzeba - przetłumaczę tu: – Żyjemy tak, jak wcześniej]. Po drugie, o naszym ulubieńcu, którym stał się jego najmłodszy syn (na zdjęciu możecie zobaczyć, dlaczego... J ) – napisał z kolei: Нурлан стал бальшой. – [czyli Nurłan urósł.]

       Chcieliśmy – tutaj też – serdecznie podziękować Adamowi Rysiowi i ekipie, z którą był zeszłego lata w Karawszynie! To oni właśnie przekazali nam tą małą, ale jakże cenną przesyłkę.
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd