..
Igły i liście...

60 | 69622
 
 
2010-07-14
Odsłon: 900
 

Odkrycie toponomastyczne na Jurze Krakowsko - Częstochowskiej!

       W Skałkach Rzędkowickich byliśmy ze sto razy. No, może tylko pięćdziesiąt. Po raz pierwszy - gdy kiedyś robiłem tam nawet kurs skałkowy. [Dawno temu... ;-)] Rejon znam więc dość dobrze. Jednak w tym roku okazało się, że jednak to nieprawda - że tak mi się tylko wcześniej wydawało. Dotarło do mnie, że jeszcze nigdy nawet nie odwiedziliśmy tam jednej grupy skał!       
        Być może dlatego, że wcześniej wspinaliśmy się tam zawsze tylko w głównym murze, który ciągnie się tam od Wysokiej – po Leśną Turnię, czy Solidarność [na marginesie: historia – historią, ale doprawdy, śliczna nazwa dla skałki...] – a nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że oprócz tych skał, które są  niemal wyłącznie „skierowane ku słońcu”, a także otoczonych łąkami i polami skał (może za wyjątkiem skałek kończących „grań”) – istnieje również rejon, który nie tylko leży w lesie, ale przede wszystkim nie byliśmy w nim jeszcze nigdy!
       W odkryciu tym pomocą służył nam [który to już raz?] „niestrudzony eksplorator Jury”, a zarazem wybitny autor literatury przewodnikowej w naszym kraju, Paweł Haciski. [Na marginesie: Haciski, czy Chaciski? Proszę mi wybaczyć - ale poprawnej pisowni nazwiska tego śfietnego fspinacza i wyjontkowego ałtora nie ocenionej literatury pszewodnikowej to jósz hyba nigdy nie óda mi sie zapamientać - pżepraszam! Jednak może lepiej wrócę do wątku głównego...]

       A że rejon ten otrzymał nazwę, która swoją wyjątkowością poruszyła mnie wyjątkowo, od razu próbowałem podjąć wysiłek [przyznaję, niemały] wykoncypowania, jak mogło dojść do aż tak - nie zawaham się tak tego nazwać - niepowtarzalnego, rewolucyjnego wręcz „odkrycia toponomastycznego”, jak powinienem nazwać propozycję [wtedy była to jeszcze tylko propozycja] nazwy dla tamtego nowoodkrytego ogródka skalnego.
       Wyobraźmy sobie więc taką sytuację: kilku chłopaków rozsiadło się przy ognisku, na popularnym w tym rejonie miejscu biwakowym – polanie zwanej Patelnia. Tego dnia udała się im rzecz niesłychana: odkryli chyba zupełnie nową grupę skałek w okolicy! Taką, w której jeszcze nigdy nie zawitała głowa, nie stanęła głowa, stopa, czy na chwycie nie zagięły się palce żadnego wspinacza! Uradowani wydarzeniami, jakie miały miejsce tego dnia, ale i zmęczeni, zasiedli przy ognisku do „zmagań nocnych” – czyli swoistego treningu wytrzymałościowego, choć w nieco innej dyscyplinie...
    I w pewnym momencie, wspominając przebyte tego dnia drogi i dyskutując o szczegółach związanych z przejściem niektórych z nich, zapewne w przerwie na któryś kolejny łyk (albo na przechadzce - po to, żeby wylać to, co się wlało) – jednego z nich olśniło, że przecież jeszcze nawet nie wpadli na pomysł, żeby cały ten rejon nazwać! I kiedy on wrócił i podzielił się swym odkryciem, później przez pół wieczora rozmawiali już nie o jakichś w gruncie rzeczy detalach, konkretach - o przechwytach, kluczowych miejscach dla poszczególnych dróg, itp. – ale spróbowali nawet ustalić nazwę dla całego tego, dziewiczego przecież, rejonu skalnego, w którym przyszło im spędzić ten cały, piękny dzień!
       Odkrycie przyszło na pewno dopiero po dłuższym czasie. Na pewno tego wieczoru, z każdą godziną, ich widzenie tego problemu, jak też widzenie świata, a czasem w ogóle, widzenie czegokolwiek stawało się coraz mniej ostre – nawet zaczynali widzieć wszystko lekko podwójnie jak gdyby... I dopiero wtedy, w pewnym momencie, jednego z nich, [na pewno obdarzonego niepowtarzalnym talentem w dziedzinie toponomastyki, jak również pewnego rodzaju „wrażliwością językową”, że tak to nazwę] spadło olśnienie – swoisty „podarunek niebios” - w postaci pomysłu na taką nazwę rejonu, co do której wszyscy będą mogli nie tyle tylko bezdyskusyjnie zaakceptować, ale po pierwsze wręcz paść w niemym podziwie! Kiedy jego usta tę nazwę wypowiedziały – otaczające autora grono gwałtownie ucichło i zamarło w bezruchu. Przepojeni rozszerzającym źrenice [i tak już przecież rozszerzone...] podziwem, usłyszeli wtedy nie tyle pomysł, propozycję – co najlepszą, od tego czasu już jedyną możliwą, „wszechpanującą” dla tego rejonu nazwę:FASZYSTOWSKI OGÓDEK.
       Chłopaki, rozochoceni pomysłem aż tak trafionym, postanowili obdarzyć nazwą również wszystkie poszczególne wytyczone i pokonane przez nich drogi wspinaczkowe! I, o ile tam, na głównym murze tamtego rejonu, drogom zostały nadane nazwy typowe, zwyczajne - ciekawe, choć mimo wszystko dające już delikatny posmak nieprawdopodobnego talentu autorów w dziedzinie nadawania nazw drogom wspinaczkowym (jak choćby G8, No jobs, czy No logo) – to moją szczególną uwagę przykuły, rzuciły mi się w oczy od razu, nazwy dróg na ostatniej, samodzielnej turniczce w Faszystowskim Ogródku. Ponieważ mnie samemu, kiedy otwieram przewodnik na tej właśnie stronie, na której można te nazwy odnaleźć - z przejęcia wręcz drżą ręce, czuję również własną ułomność i, szczerze to przyznaję, brak pewnego rodzaju wrażliwości w dziedzinie toponomastyki – pozwolę sobie na suche, wręcz, napisałbym, prostackie przywołanie samych nazw wytyczonych tam dróg.
       Na szczególne podkreślenie zasługują moim zdaniem zwłaszcza kilka ostatnich z tych nazw. Bowiem wskazują one na niedościgniony dystans autorów do wszelkich późniejszych prób przyporządkowania ich talentów [tak lingwistycznego, jak też jednocześnie wspinaczkowego] któremuś z modnych prądów w tego rodzaju „wielopłaszczyznowej aktywności”, [że tak to odważnie nazwę] a także dla wszelkich prób ustosunkowania się do któregoś z przejawów ich – dodam to już bez choćby cienia lęku – talentu, jakich mógłby się dopuścić ktokolwiek i kogokolwiek. Jednocześnie stanowiły one również doskonałe podsumowanie całej działalności grupy wspinaczy, wytrwale poświęcających przecież aż tak wiele znojnych dni na jakże znojną i cały czas niedocenianą działalność eksploratorską. Stanowiąc zarazem conditio sine qua non dla wszelkich prób ewentualnego komentowania nazw, które zostały nadane drogom wspinaczkowym w tym rejonie.
       Z uwagi na własne – zmuszony jestem znów wyznać i to jako dowód odczuwanej skruchy – ograniczone możliwości umysłowe, o czym pisałem powyżej, pozwolę sobie przytoczyć \"suchą\" listę nazw dróg na ostatniej turniczce w Faszystowskim Ogródku. Ponieważ sam – przyznaję to być może nieskromnie, sam miewam chwilami coś w rodzaju przelotnego olśnienia, uznałem, że wiem nawet to, [chyba] w jakiej kolejności nazwy te zostały nadane! A dokładnie, która z nich została wymyślona ostatnia. Więc tak:

–    Anal predator;
–    Sraka praptaka;
–    NO I CHUJ.

       Pochylmy się głęboko przed niepowtarzalnym, nieprawdopodobnym talentem autorów wspomnianych dróg i całego rejonu. Tylko w żadnym wypadku nie pochylajmy się, będąc odwróceni tyłem, zerknijmy wcześniej szybko i dyskretnie za siebie!!! Przecież tam za nami może czaić się, gotowy do ataku, Anal Predator...
       [Chyba, że czujemy się na tyle pewnie, żeby nawet to zbagatelizować! Że nawet, gdy Anal Predator szykuje się właśnie do skoku od tyłu, czujemy się na siłach, robi to na nas takie wrażenie, że stać nas wtedy na to, by skomentować to, mówiąc bez oglądania się za siebie: No i chuj...]
       Pochylmy się więc głęboko przed niepowtarzalnym, nieprawdopodobnym talentem autorów wspomnianych dróg w całym tym rejonie. Tylko - przestrzegam zawczasu - w żadnym wypadku pochylajmy się, nie będąc wtedy odwróceni tyłem!!! Zerknijmy wcześniej, szybko i dyskretnie, za siebie!!! Przecież tam za nami może czaić się, gotowy do ataku, Anal Predator...
       [Chyba, że czujemy się na tyle pewnie, żeby, nawet to, zbagatelizować. Że nawet, gdy Anal Predator szykuje się właśnie do skoku od tyłu, czujemy się na siłach, robi to na nas takie wrażenie, że stać nas wtedy na to, by skomentować to, mówiąc bez oglądani się za siebie: No i chuj...]

 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd