..
Igły i liście...

60 | 69618
 
 
2009-01-23
Odsłon: 989
 

Prawdziwa klasyka zimowa!

       Przejście lodospadu bez raków i dziabek?! W dodatku w letnich butach? Ale absolutnie nie chwytając się śrub lodowych i nie stając na nich! [Jeśli tylko uda się je założyć...] To by dopiero była prawdziwa klasyka. Zimowa też...
      
       To dla mnie niepojęte. Hmm... Być może niepojęte ze względu na moje niewielkie zdolności pojmowania czegokolwiek -?! Ale przynajmniej spróbujmy sobie wyobrazić taką rzecz: jest zima. Widzimy nad sobą teren do przejścia. Na przykład lodospad jakiś. Jeśli nie można zimą użyć sprzętu w sposób czynny – to mógłbym pójść dalej – zaproponować „zaostrzenie” – zakaz używania sprzętu zimowego w ogóle! Wszak to z pewnością jeszcze o wiele bardziej wywinduje klasę przejścia!!! I to o ile!!!!! Ma być klasycznie - do poruszania się w górę mogą służyć wyłącznie ręce i nogi. Rękami dotyka się i wykorzystuje chwyty, a nogami staje na stopniach!
       Tak jak haków - nie wolno łapać się [tak jak latem haków] jakichś "metalowych prętów" zakończonych ostrzami [czyli dziabek...], i poruszać się do góry, wbijając je, bądź klinując – !
       Trzeba także stawać na skalnych stopniach i klinować nogi w rysach, nie zaś wbijać jakieś metalowe ostrza przyczepione do butów – w lód, czy w kępy traw. Bądź klinować te ostrza w szczelinach.
       Wyobraźcie sobie [ja wiem – to bardzo kojarzy się (mnie też) ze scenką z Monthy Pytona]: stojącego w zimie [mało tego, nie pod skalną ścianą, a pod lodospadem] wspinacza, bez koszulki, odzianego w legginsy; na nogach np. baletkach wspinaczkowych, z tyłu magnezja (żeby ręce się nie pociły...); do tego jeszcze (ewentualnie) komplet ekspresów i („bardzo ewentualnie”), nawet kostki i friendy -???
   
    No to by dopiero była klasyka! A nie tylko jakiśtam „zakaz czynnego korzystania z punktów asekuracyjnych”!!!!!!! Dopiero wtedy możnaby mówić o prawdziwych zimowych przejściach klasycznych...
;-)))



 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 
bla 2009-03-02 16:49:13
Myślę, że termin zimowa-klasyka się w końcu przyjmie (na szczęście). Dla młodego pokolenia (do którego należę) staje się on coraz bardziej naturalny (w sensie zaczęliśmy się wspinać i już się mówiło o zimowej klasyce- stąd nie jest to dla nas jakiś nowy wymysł jak dla ludzi starszej daty). Z drugiej strony dziwi mnie (a właściwie to nie), że niektórzy są tak oporni na ten nowy termin. Nie oszukujmy się, ale sprzęt do wspinaczki zimowej staje się coraz bardziej zaawansowany technicznie, co umożliwia coraz trudniejsze przejścia i ukierunkowuje zimowych wspinaczy (do częstszego korzystania ze sprzętu zimowego). Stąd postęp przy wspinaczce klasycznej zimą w najczystszym rozumieniu tego słowa będzie w pewien sposób spowolniony. OK, nie chcę napisać, że przejście drogi w IX stopniu trudności zimą przy -20 nie jest możliwe, bo może trafią się za kilka lat łojanci, którzy podołają temu zadaniu. Chodzi tu bardziej o to, że ci potencjalni kandydaci do przejścia tej IX zimą będą wybierać raczej dziaby przy wspinie zimowym (z wiadomych względów). Dla mnie rozróżnienie jest proste: 1) Czysta klasyka zimą: Mówimy wtedy o przejściu danej drogi zimą klasycznie lub przejście klasyczne zimą drogi X 2) Zimowa-klasyka: Przejście zimowo-klasyczne danej drogi. To jest oczywista oczywistość. Dla wspinaczy myślnik jest wystarczającym sygnałem o stylu przejścia. Jest jeszcze jeden argument za tym, że termin się przyjmie. Nie oszukujmy się ale przejście zimowo-klasyczne danej drogi brzmi o wiele lepiej niż przejście danej drogi "na dziabach", A0, w stylu DT itd... A to właśnie wspinacze zimowi są tymi, którzy używają tego terminu. Z drugiej strony przechodząc drogę w stylu zimowo-klasycznym ma się odczucie, że przeszło się ją w czystym stylu (inaczej jakby było to przejście "w stylu dziabkowym"). Ale dlaczego niby nie dać wspinaczom zimowym takiego odczucia, że zrobili to w czystym stylu? Myślę, że w tej kwestii trzeba się zachować zdroworozsądkowo. Mamy śnieg i lód więc naturalną koleją rzeczy jest używanie raków i czekana. Opór niektórych wynika wg mnie z kilku powodów, które są ze sobą powiązane. 1) Brak dystansu do wspinaczki. Zajmowaniem się wspinem 24h na dobę- przyjemność i praca. Stąd taki opór do zmian. Tego oporu nie widać wśród osób, które łączą wspin z innymi dziedzinami życia, w których się rozwijają. 2) Chęć ponownego zaistnienia w środowisku poprzez stwarzania wrażenia, że bronią czegoś dobrego, szlachetnego. Podsumowując: Wszystko się zmienia- ewoluuje. Wspinanie również. Coraz więcej osób zaczyna uprawiać ten sport (czy złe to czy dobre to już inna kwestia), a z tym wiążą się kolejne zmiany. Trzeba raczej skupić się na ich kształtowaniu, a nie twardo stawiać im opór.


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd